Rzeszów na szarym końcu pod względem ochrony terenów zielonych

Michał Wróbel (Razem dla Rzeszowa)
Udostępnij:
Pełne spacerowiczów alejki rzeszowskich bulwarów, parków czy okolic Lisiej Góry jedynie potwierdzają, że najlepszym miejscem do weekendowej chwili relaksu jest łono przyrody, bądź jak mawiał klasyk, jej sprzyjające, czyli „zielone” okoliczności. W tym kontekście jak mantra powraca pytanie o stan terenów zielonych w naszym mieście i jakość ich ochrony przed swobodną zabudową.
Rzeszów na szarym końcu pod względem ochrony terenów zielonych
Dariusz Szwed

Polskie przepisy prawa, normujące zasady planowania otaczającej nas przestrzeni, pomimo swojego istnienia już od prawie dwóch dekad, wciąż nie chronią dostatecznie mocno enklaw miejskiej zieleni przed nieuporządkowaną zabudową. Jest to główny wniosek jaki da się wysnuć po lekturze zbiorczego raportu, opracowanego na koniec ogólnopolskiej inspekcji pn. Zachowanie i Zwiększanie terenów zielonych w miastach w latach 2015 – 2020, jaką w roku 2021 Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła na terenie kilkunastu polskich samorządów powiatowych i wojewódzkich. Te prawie sto stron maszynopisu dowodzi jednoznacznie, iż pomimo swojej kluczowości dla prawidłowego funkcjonowania organizmów miejskich oraz bezsprzecznego wpływu na jakość życia i zdrowie mieszkańców, polskie prawodawstwo przestrzenne zamiast wspierać zachowanie i powiększanie miejskich systemów przyrodniczych, ciągle dopuszcza ich postępujące i nieodwracalne osłabianie. Jak na tle reszty kraju wypada Rzeszów? Bazując na ustaleniach kontrolerów NIKu, wizerunek stolicy podkarpacia po raz kolejny maluje się niestety w całkiem innych barwach aniżeli odcienie „zieleni”, o których wyłącznym istnieniu byliśmy dotychczas informowani dzięki PR-owym zabiegom rzeczników prasowych z rzeszowskiego ratusza.

Pierwsze wyraźne sygnały tego smutnego stanu rzeczy dało się słyszeć już jesienią zeszłego roku kiedy to w końcu dzięki interwencji Porozumienia Razem dla Rzeszowa, rodzimy magistrat zdecydował się upublicznić skrzętnie skrywany przez pięć kolejnych miesięcy raport cząstkowy z przedmiotowej inspekcji. Skupiał on swoja uwagę jedynie na samym Rzeszowie prezentując pewien smutny obraz tego jak „powściągliwy” był dotychczasowy stosunek władz miasta do kwestii ochrony zieleni w mieście. Królował w nim minimalizm, banalne lekceważenie krytycznych opinii i ogrom zaniechań, który nigdy nie doczekał się wyraźnego głosu sprzeciwu ze strony popleczników byłego prezydenta Tadeusza Ferenca. Dowiedzieliśmy się zatem, iż pomimo oficjalnego wskazania Doliny Wisłoka jako głównej osi systemu przyrodniczego miasta i podstawowego korytarza jego wentylacji nie zrobiono nic aby dolinę tą zabezpieczyć przed spontanicznym wykorzystaniem. Stwierdzono wręcz, że nadmierna zabudowa brzegów Wisłoka doprowadziła do tego, że ten „główny system wentylacyjno – klimatyczny miasta nie spełnia swojej roli w sposób prawidłowy”. W innym miejscu z kolei kontrolerzy NIK-u sporo uwag mają do realizacji przez Rzeszów założeń polityki przestrzennej. Okazuje się bowiem, że podstawowy jej instrument i punkt wyjścia do wszelkich działań planistycznych tzw. studium przestrzenne pozostawało od lat nieaktualne. Jego wadliwa konstrukcja prawna, pozbawiona precyzyjnej definicji miejsc, które należy bezwzględnie chronić przed zabudową skutkowała tym, że zamiast „wysokich jakościowo przestrzeni miejskich”, jak wskazywały władze miasta w stosownych dokumentach strategicznych, otrzymywaliśmy sprawnie wdrażaną w życie idee byłego prezydenta o budowaniu osiedli mieszkaniowych bez względu na okoliczności i kosztem nas wszystkich, którzy pozbawieni zostaliśmy „atrakcyjnych obszarów do rekreacji czy wypoczynku w atrakcyjnych i zielonych lokalizacjach”.

Dokument, który dziś otrzymujemy to łączna prezentacja raportów cząstkowych ze wszystkich miast jakie poddano kontroli w kontekście ich dbałości o zieleń. Niestety i tym razem Rzeszów jest głownie wymieniany jako anty-przykład zachowań stanowiących o ochronie systemów przyrodniczych miasta. Obecnie jedynie miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego (MPZP) umożliwiają samorządom skuteczną ochronę terenów zielonych przed zabudową. Tymczasem pomimo sześciu lat obowiązywania miejskiej strategii rozwoju, Rzeszów nie osiągnął nawet połowy z zakładanego na koniec 2025 r., 36%-owego wskaźnika pokrycia powierzchni miasta planami i spośród największych miast Polski, których głównie dotyczy presja inwestycyjna, ma tych planów najmniejszą liczbę, bo zaledwie 16%. Pierwszy na tej liście Gdańsk i Kraków mają nimi pokryte prawie 70% swojej powierzchni. Równie istotną jak ilość jest również i jakość planów miejscowych, która w Rzeszowie także kuleje. Należy bowiem mieć świadomość tego, iż na koniec 2020 roku, nie więcej niż 120 [ha], czyli mniej jak 1% powierzchni miasta zostało planistycznie przewidziane pod budownictwo wielorodzinne, zaś co się tyczy zieleni to ta formalnie jest zabezpieczona na obszarze 311 [ha] czyli ok. 2,4 % powierzchni stolicy podkarpacia. W obu przypadkach są to również najniższe wskaźniki spośród wszystkich miast wojewódzkich.

Drugim sposobem zagospodarowywania przestrzeni, używanym w razie braku MPZP, są decyzje administracyjne o warunkach zabudowy (WZ). Tych Rzeszów w przeliczeniu na jednego mieszkańca i w badanym okresie miał najwięcej w Polsce. Ponadto, jak wskazują inspektorzy NIK, w Rzeszowie nie tylko zapisy żadnej z decyzji WZ nie były konsultowane czy to z Biurem Rozwoju Miasta czy też z gronem eksperckim z Miejskiej Komisji Urbanistyczno Architektonicznej pod kątem ich zgodności z dokumentami strategicznymi i planistycznymi Rzeszowa, ale również nie prowadzono wystarczająco skrupulatnego monitoringu zarówno liczby jaki i przedmiotu, szczególnie tych decyzji, których zapisy stały w oczywistej sprzeczności z przeznaczeniem jaki dla danego terenu określono w Studium Przestrzennym.

To tylko niektóre z długiej listy zarzutów wobec byłego prezydenta Ferenca i jego otoczenia, których można się doszukać w zbiorczym raporcie Najwyższej Izby Kontroli. W oparciu o jej składniki trudno się niestety nie oprzeć ponurej refleksji na temat stanu gospodarowania przestrzenią w Rzeszowie. Jakkolwiek by na nią nie patrzeć, stanowi ona przecież dobro publiczne a zatem coś z czym należy się obchodzić mądrze i z rozwagą. Czy zatem wystarczającą mądrością wykazali się samorządowcy sprawujący dotychczas władze w Rzeszowie? Odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polska będzie potentatem zielonego wodoru?

Wideo

Materiał oryginalny: Rzeszów na szarym końcu pod względem ochrony terenów zielonych - Nowiny

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie