Bieszczadzka Kolejka Leśna w miniaturze. Każdy centymetr tej makiety jest realistyczny

Dorota Mękarska
Dorota Mękarska
Udostępnij:
Dla Marcina Turko model Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej nie ma ceny, bo jak można wycenić siedem lat, które spędził ślęcząc nad makietą? To nie koniec, bo kolejne dwa lata trzeba będzie poświęcić, by kolejka była gotowa na pokazanie jej światu.

Inauguracja sezonu Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej stała się w tym roku gratką dla fanów modelarstwa, bo przy tej okazji Fundacja Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej zorganizowała warsztaty modelarskie, prowadzone przez Marcina Turko i Leszka Lewińskiego, podczas których prezentowano niedokończony jeszcze model kolejki leśnej wzorowany na kolejce z lat 70.

Ta kolejka jest jedyna w swoim rodzaju

Marcin Turko jest strażakiem z Bytomia. To znaczy był, bo w tej chwili jest już na emeryturze. 20 lat temu zaczął zajmować się modelarstwem. – W dzieciństwie tego nie przerabiałem. Ojciec co prawda budował makiety, ale wyglądało to zupełnie inaczej, niż obecnie. Materiały były dużo prostsze i budowało się z tego, co udało się zdobyć – wspomina pan Marcin.

Przygodę z modelarstwem rozpoczął już jako dorosły człowiek.

– Każdy powinien mieć jakąś pasję w życiu – zauważa. – Nie można całego życia przesiedzieć przed telewizorem. W moim przypadku modelarstwo to forma spędzania wolnego czasu.

Były strażak żałuje, że obecnie młodzież nie garnie się do modelarstwa, bo rozwija ono wyobraźnię i umiejętność obserwowania świata. – Po makiecie od razu widać, czy wykonawca umie obserwować świat. Droga asfaltowanie nie jest czarna, tak samo jak kora drzew. Jak już na mojej makiecie będzie zieleń i trawa, to nie będzie jednolita jak na polu golfowym – objaśnia.

Do budowy makiety kolejki leśnej pan Marcin przystąpił 7 lat temu. Miał już wtedy na koncie makietę stacji Zielona, która nie istnieje w rzeczywistości. Stacja w Majdanie koło Cisnej jest pierwszym realistycznym projektem modelarza. Inspiracją do jej stworzenia stały się same Bieszczady, które zauroczyły mieszkańca Bytomia, a w których wcale nie jest stałym bywalcem.

Stację w Majdanie pierwszy raz zobaczył na własne oczy z 10 lat temu, ale wtedy mu nawet przez myśl nie przeszło, że makieta z nią związana stanie się dziełem jego życia. Co dziwne, nie zarejestrował nawet, kiedy to się stało. – Nie pamiętam, kiedy ten pomysł się zrodził się w mojej głowie – przyznaje modelarz.

Stacja ujęła go swoją innością. – Jest zupełnie inna niż wszystkie stacje w Polsce. Wyróżnia się tym, że służyła do transportu drewna, co jest wyjątkowe, bo większość kolejek Polsce przeznaczona była do wożenia pasku, czy buraków cukrowych. Dzisiaj pełni zupełnie inną rolę niż w latach 70. – dodaje.

Budował ją na podstawie archiwalnych fotografii, starych filmów, planów udostępnionych przez Fundację Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej, a także informacji przekazanych przez byłych pracowników kolejki. Jeden z nich, Stanisław Wróbel, stał się prawdziwą kopalnią wiedzy.

– Bardzo mi wszyscy pomogli – przyznaje modelarz. – Potrafili się tak zaangażować, że czasami kłócili się o detale. Dzięki temu makieta jest w 100 procentach zgodna z rzeczywistością. Rzeczywisty jest układ terenu, budynki, a nawet rozplanowanie pomieszczeń i ich wyposażenie. Ani jeden centymetr na tej makiecie nie jest wymyślony – podkreśla pan Marcin.

Makieta zbudowana jest skali 1:87. To wielkość modelarska H0E.

Pierwsze powstały budynki. – To jest najtrudniejsze i zabiera najwięcej czasu – podkreśla. – Ich budowanie zajęło mi 6 lat.

Potem wcale nie było łatwiej, bo trzeba było ułożyć tory. W zaprojektowaniu układu i wykonaniu torowiska pomógł panu Marcinowi Leszek Lewiński, który z wykształcenia jest budowniczym układów torowych i pełni funkcję dyrektora technicznego w PLK Gdynia.

– Coś, co mnie przerażało dzięki Leszkowi stało się łatwe – przyznaje pan Marcin.

Absolutne skrzywienie pana Leszka

– Jestem zawodowym kolejarzem i zarazem modelarzem kolejowym – tak przedstawia się Leszek Lewiński. – To skrzywienie absolutne. Jeden z redaktorów powiedział, że to tak jakby zawodowy cukiernik przyszedł do domu i upiekł sobie makowiec. On podobno takiego cukiernika nie zna, ale w naszej grupie Polska Makieta Modułowa, jest kilku zawodowych kolejarzy, więc ja nie jestem wyjątkiem. Zawsze mówię, ku zdziwieniu moich szefów, że jak bawię się w kolej w miniaturze, to jestem sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem i wyciorem.

– No i nie ma związków zawodowych – dodaje były strażak.

Pan Leszek kolej polubił, gdy miał 4 lata, bo wtedy zaczął bawić się kolejką. Od modelarstwa dzieliła go jednak jeszcze długa droga. Zajął się nim dopiero w czasie studiów. – Kiedy zobaczyłem, co robią ludzie na zachodzie Europy to stwierdziłem, że przecież nie jesteśmy głupsi ani gorsi i też tak potrafimy. W latach 90. pomyślałem, że jeśli na Zachodzie łączą się w grupy i wspólnie budują jedną makietę, osiągającą imponujące rozmiary, to my też musimy spróbować zbudować model linii kolejowej. Nazwałem tę ideę Polska Makieta Modułowa. To jeszcze nie była grupa, ale idea fix. Pierwszy raz na targach Trako w Gdańsku spróbowaliśmy połączyć makiety, a potem poszło to na zasadzie pożaru na prerii. Jako grupa zaczęliśmy propagować hasło: realizm ponad wszystko, czyli każdy centymetr kwadratowy makiety ma być taki jak w rzeczywistości – o założeniach grupy mówi pan Leszek.

Mieszkaniec Redy od 30 lat buduje swoją własną makietę.

– Wszyscy myślą, że mam kilka tysięcy parowozów i kilka tysięcy wagonów, a ja posiadam 5 parowozów i 5 lokomotyw. Więcej mi nie potrzeba. Natomiast one wszystkie perfekcyjnie jeżdżą – podkreśla modelarz. – Najdroższy model dostałem na 50 urodziny od żony. To model zrobiony ręcznie. Jeden Niemiec położył mi za niego na stół 9 tys. euro. Natomiast moja makieta była kiedyś wyceniona na 30 tys. marek. Od tej pory urosła dwukrotnie. Wykazujemy ją w deklaracji finansowej, bo żona jest działaczem samorządowym. To pokaźna suma, prawie 100 tys. zł, ale to nie o pieniądze chodzi, bo modelarstwo sprawia mi po prostu frajdę.

Po wystawie makieta wróci do domu

Makieta bieszczadzkiej kolejki leśnej na razie nie nadaje się do prezentacji, bo wciąż jest w budowie.

– Czekają mnie jeszcze ze dwa lata pracy. Do makiety powstanie tło, które jest fotografią wzgórza, na tle którego prezentuje się stacja. Wtedy będzie to zamknięty obraz – tłumaczy pan Marcin.

Pierwsza prezentacja gotowej makiety odbędzie się w Majdanie, ale tu nie zostanie. – Zrobimy wystawę, spakuję się i makieta wróci do domu – zapowiada jest twórca i dodaje. – To jest moja własność. Nie jest to rzecz, którą się oddaje, czy sprzedaje. Makieta przedstawia dla mnie osobistą wartość.

Już dzisiaj, ze względu na rozmiary, każdy z 6 segmentów makiety jest zapakowywany do kartonu. Pudła leżą w szafie i pod łóżkiem w sypialni właściciela. Nie jest rozkładana w domu, bo po prostu się nie

mieści. Pan Marcin jeździ z nią na prezentacje i wystawy. Musi zachować jednak uwagę.

– Autem trzeba ostrożnie jechać, ale nie ma z tym problemów. Większy kłopot jest, gdy na wystawach ludzie zaczynają makietę dotykać – zaznacza. – Mamy z tym w Polsce problem. Dlatego stawiamy plotek. Nazywamy go barierą psychologiczną. Na wystawie w Niemczech takiego płotka by nie było. Nikt by nie śmiał ręki wyciągnąć, nawet dziecko. Tam jest więcej pasjonatów modelarstwa. U nas jest inne podejście. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że ja nad jednym budynkiem pracuję półtora roku. Dla ludzi to zwykły „domek”.

Kobieta, która kręci

Na makiecie nie ma na razie zieleni. Wygląda jak pustynia, a przecież na stacji w Majdanie drzew nie brakuje. Ich stworzeniem zajmie się Małgorzata Lewińska, małżonka pana Leszka i mistrzyni w robieniu drzew z drutu nawojowego. – Gotowe drzewa można kupić, ale będzie to kosztowało mnóstwo pieniędzy, no i drzewa od producenta mają tę wadę, że są wszystkie jednakowe – wybrzydza pan Marcin.

Pani Małgosia podczas pobytu w Majdanie wzięła się za robienie drzewa, które było charakterystyczne dla stacji w Majdanie. Już go nie ma, a rosło między budynkiem stacyjnym a magazynem. Był to klon o bardzo nietypowym pniu, rozłożonym na trzy części.

Nie można powiedzieć, że pani Małgosia jest pasjonatką modelarstwa. – Mąż ma pasję do modelarstwa, a moją pasją jest mój mąż – śmieje się kobieta. – I to od 40 lat. Jak się kogoś ceni, to mu się pomaga, a przynajmniej nie przeszkadza.

Na początku przygody z modelarstwem pan Leszek sam zabrał się za wykonywanie drzew. – Siedział w upale na balkonie i słyszę, że mówi: Zaraz mnie stąd zabiorą do Tworek. Wystraszyłam się, że naprawdę pojedzie do tych Tworek, a ja zostanę z dziećmi, więc zaczęłam mu pomagać – w humorystyczny sposób pani Małgosia przedstawia tę historię.

Ale nie jest to cała prawda. Małżonka pana Leszka specjalizuje się nie tylko w drzewach. – Jestem pierwsza do krytykowania zieleni, którą oni robią – szczerze wyznaje. – Dlatego kazali mi się za to wziąć.

Nie pamięta już ile drzew wyszło spod jej zręcznych palców. – Ho ho ho! – tak enigmatycznie określają ich liczbę jej towarzysze.

– Ze sto? – zastanawia się kobieta. – Część z nich znalazła się na makiecie budowanej przez męża, część trafiła do innych modelarzy. Jak coś ukręcę na pokazach – to oddaję.

Aby powstało drzewo, najpierw z drutu „kręci” się konstrukcję. To trwa dobrych 10 godzin. Potem trzy razy maluje się ją vikolem, nadaje kolor, a potem z gąbeczki wycina się listowie. – Mąż tnie tę gąbeczkę, bo jak bym sama to robiła, to mogłabym oszaleć – pani Małgosia z humorem podchodzi do tego zajęcia.

Gdy pani Małgosia „kręci” drzewo, jej mąż zajmuje się balastowaniem toru, czyli sypaniem tłucznia. Skupiony nad makietą, podsumowuje pracę kolegi.

– Marcin jest w kulminacyjnym momencie działalności modelarskiej, bo ma 40-50 lat, trochę wolnego czasu i to jest jego makieta życia – mówi. – Lepszej już nie zbuduje.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Ten rok szkolny był trudny, ale lepszy od ubiegłego

Wideo

Materiał oryginalny: Bieszczadzka Kolejka Leśna w miniaturze. Każdy centymetr tej makiety jest realistyczny - Nowiny

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie